Pojawia się czucie

Jak wyglądał Twój dzisiejszy dzień? Jest wielka sobota. Zdążyłem pomóc mamie w kuchni. Zdążyłem poświęcić pokarm na Wielkanoc.  Później byłem na długim spacerze w miejscu, w którym być może kiedyś wybuduję swój dom. Po powrocie dokończyłem porządkowanie ogrodowej winnicy, którą zasadziłem dwa dni temu. Wymyśliliśmy ją z braćmi kilka miesięcy wstecz. Trochę smutno, że są tak daleko. A przecież święto. Tak trzeba: #zostańwdomu

Pozwijałem siatki, którymi osłanialiśmy młode jabłonki przed zwierzętami. Rozkładaliśmy je razem na jesieni. Chowając je, prawie potknąłem się o piec do chleba. Trzy godziny później – po 20 latach przerwy – wyjechał z niego wyrośnięty bochenek. Zagniotłem ciasto w asyście badawczych – podejrzewam, że przemieszanych z niepokojem o stan mojego umysłu, spojrzeń mojej mamy. W wypieku pomagał mi wujek. Później w młynku od kawy zrobiłem jeszcze żytnią śrutę na zakwas na kolejne wypieki.

Na sam koniec usiadłem i pomyślałem, że mógłbym to przecież robić codziennie. Gdybym tylko lepiej poukładał swoje życie. Takie myślenie to błąd.

Mój dzień to życie jak z Instagrama? Pewnie tak. Ale takie myślenie to kolejny błąd.

Spacer z tatą po zapuszczonym ogrodzie, gdzie kiedyś będzie dom. To wartość. Brak jednej osoby obok.

Myślenie o pracy na koniec dnia. Na pewno błąd.

Myślenie o tym jak uporządkować zapuszczony ogród. To ważne.

Zapach chleba. Wartość.

Zdjęcia, które mu zrobiłem? Błąd. Nie potrafię inaczej. Przecież nie jest ze mną najgorzej. Niektóry robią tego więcej.

Kolejne tezy w tym tekście. Coraz trudniej zrozumieć. Gubię się w myślach. Chyba robią się sprzeczne. Jak moja głowa dzisiaj.

Żarty z mamą podczas mielenia ziaren w młynku od kawy? Wartość.

Pisanie tego tekstu? Być może jeszcze jeden błąd, ale muszę. A może jednak nie błąd?

Nasze czasy dzisiaj są fajniejsze od czasów naszych babć i dziadków dlatego, że można o wiele więcej. Czasy naszych babć i dziadków były fajniejsze dlatego, bo można było o wiele wolniej. Nie wiem. Tak słyszałem.

W ostatnim czasie, czuję się jakbym nabierał głębokiego oddechu. Świata nie zmienię i nie mam wpływu na to, co wciągnę do płuc. Jednak jest trochę inaczej. Pojawia się czucie. Jak tego nie spieprzyć, kiedy świat wróci do “normalności”?